Jest to opowieść o tym, jak odchodzi Niedźwiedź Polarny, który mieszkał w Wilczej Norze. Skończyło się na postawieniu doniczki z Niedźwiedziem na oknie i czekaniu na wiosnę. Doniczka ta zrosła się najpierw z parapetem, potem z oknem, ścianami, łóżkiem, wreszcie z całym ciałem Królewny. Zaczęła oddychać z Niedźwiedziem, dzielić jego marzenia i sny. Niespodziewanie nastąpiła noc, Niedźwiedź wyskoczył z doniczki, z parapetu, okna, ścian, łóżka i ciała Królewny, rozwalił ziemię po podłodze, zakrwawił prześcieradło i wyskoczył przez okno w zimę i gwiazdy, zabierając ze sobą zapach jesieni, ból w uszach, ładne obrazki i sny. Niszcząc układankę, którą tworzył wraz z Królewną, rozsypując wszystkie części dookoła, a ona już nigdy ich nie znalazła. Królewna spotkała go kiedyś, ale to nie był już ten sam Niedźwiedź, ale ona też nie była już sobą. Tulił się we włosy aktorki, a miała ładne włosy, choć farbowała już siwiznę. Kró stała pod miejscowym teatrem przez równy miesiąc i płakała, a gołębie na nią srały, zwiększając dramatyzm. Potem schowała się głęboko, tak żeby nikt nie mógł jej znaleźć, założyła frak i udawała, że nie lubi oglądać dobranocek. Zaczęła szukać odpowiedzi na bardzo ważne pytania: ile łyżeczek cukru wsypywać do herbaty, a ile do kawy? co robić, żeby się nie uczyć? jakie są najśmieszniejsze przekleństwa na świecie? Podobno Niedźwiedź Polarny poleciał teraz w kosmos i spotyka się tam z gwiazdami, i kocha je czule, najlepiej jak potrafi, a one ubarwiają mu oczy i ręce.
skomentuj (0)
W krainie zimnej i niedalekiej, pełnej szybów kopalnianych i kominów, mieszkał smutny śpiący król. Bardzo dobrze znał się na fizyce i lubił się upić ale nie widział większego sensu w życiu. Pewnego dnia przyjechał on do miasta wszystkich królów, aby pobierać nauki i się wtedy zabójczo zakochał w pewnej zbyt gadatliwej królewnie. Królewna ta lekce go sobie ważyła, chociaż ceniła jego przyjaźń i oddanie, jednak nie umiała, nie mogła się z nim związać. Król tymczasem strzelał dla niej do gwiazd, głęboką nocą odprowadzał ją pod sam dom, pisał wiersze, wydawał cały majątek królestwa na prezenty i walił głową w ścianę. W jej towarzystwie bał się poruszyć lub cokolwiek powiedzieć, żeby tylko jej nie urazić ani nie spłoszyć. Chciał słuchać tylko jej głosu, myśleć tylko o niej, dotykać tylko jej. Ona tymczasem oddawała się głupim rozrywkom i szalała za idiotami bez serca twierdząc, że "nie umie łatwo". Jeden idiota za drugim ją odrzucał, a ona płakała gorzko, a jej łzy były jak diamenty dla króla. Jeden raz za drugim odrzucała króla, i udawała, że nie widzi jego łez. I tak trwali, i nie stało się nic.
skomentuj (0)
I miała królewna wielbicieli wielu ale tylko królów największych chciała, którzy w dodatek żony mieli, więc na amory innych uwagi nie zwracała; lecz choć szczyty były dla niej nie do zdobycia, dolin zdobywać nie chciała. i tak żyła mając tylko przyjaciół i sprośne sny w nocy aż się nie pojawił nikt. i do szkoły chodziła najlepszej i ubrania miała najdroższe i mężczyzn drogich mieć też mogła, ale wolała tych w tramkach i brudnych ubraniach którzy oczy mieli tak czarne jak jej myśli.I wypłynął morał kolejny, co to głosić miał, że czy bogaty czy biedny, królów mieć nie będzie, żonatych tym bardziej.
skomentuj (0)
Była sobie raz królewna, co kochała grajka na nerwach, bo patrzył ładnie w trakcie grania, więc miała serce w strzępach, bo patrzył na inną, ale w końcu zechciał zagrać tylko dla niej, wybrali się więc do kawiarni gdzie panieńskim rumieńcem królewna pałała i w myślach nogami go oplatała, ale że okrutny był i kochać nie chciał porzucił biedną gdy upiła się na imprezie i miłość mu śpiewem wyznała, więc się upomnieć o siebie później chciała ale jej nie wyszło i już nigdy miłości z grajkiem nie pożądała. Taki oto morał: nie ufaj rudym, ciemnowłosym, blondwłosym, długowłosym, ciemnookim, niebieskookim, zielonookim, srakookim, srakowłosym, białym, murzynom, latynosom, żółtym i srakiejmaści. wypnij się na wypinanie.
skomentuj (0)
W krainie dalekiej i egzotycznej mieszkał sobie ubogi lecz sprytny i frywolny szewc, co miał oczy i usta czarne. płodził on tylko chłopców z kobietami wszelakiej maści. Potomkowie jego dziedziczyli po matkach wszystko, z urodą włącznie, jednak oczy i usta wszyscy takie jak ojciec mieli. Wykorzystać chciał tę cechę szewc, albowiem uznał, że swym wyglądem wyróżniać się w tłumie będą, a w szczególności w wirze walki zauważyć ich nietrudno; zorganizował więc armię złożoną z synów swych, w liczbie setek i setek setek i więcej nawet. A że wszysyc byli dobrymi negocjatorami, sączącymi do ucha czarne słowa z ust czarnych, uznał, że zdobywać będą oni wszystkie ludy i tereny bogate zajmować. Wyruszyła więc chmara synów na podbój, i czarne okrzyki wydawali. a kobiety umierały pod ich okrzykami, stratowane; Dotarli wreszcie do królestwa gdzie królewna mieszkała, i oszołomili ją wszyscy tak bardzo, że już nikogo więcej nie chciała i całe królestwo swoje im oddała, lecz król północny zwyciężył chmarę czarną i urodziwą i wygonił ich daleko. Jednak królewna zakochaną pozostała, i już nigdy żadnego nie chciała prócz czarnoustego i czarnookiego i miała uraz do króli niebieskookich i cierpiała przez to strasznie, jak to wszystkie królewny.
skomentuj (0)
Za siedmioma ulicami, za siedmioma domami, za siedmioma drzewami w krainie nadziei mieszkała Królewna o nierozważnym sercu. Spędzała czas oglądając filmy, słuchając muzyki i robiąc wszystkie te rzeczy, które robi większość królewn w jej wieku. Czasem uciekała do swojego świata, gdzie znajdowała ciekawe rzeczy, takie jak wieczną miłość, kawałki puzzli, kakao, urwane ucho misia i kolorowe paciorki. Czasem nie była pewna, który świat jest bardziej prawdziwy. Królewna miała dobre sny i błyszczące różowe marzenia oraz piękne zasady i nie zabijała pająków które znajdywała w kącie pokoju tylko wynosiła je na zewnątrz. Królewna nie chciała ufać ludziom, chociaż to robiła i miała bardzo nierozsądną skłonność do zakochiwania się i oddawania wszystkiego niewłaściwym osobom. Poza tym, wszystko zawsze gubiła. Nadeszła jesień i Królewna zaczęła spadać twarzą na bruk. Codziennie roztłukiwała się na małe kawałki, chwilę popłakała, próbowała wszystko posklejać i znowu żyć do następnego dnia, gdy spadała twarzą na bruk, a trzeba wam wiedzieć, że była bardzo delikatna, bardziej niż szkło. Przez pół roku spadania nauczyła się nie zwracać uwagi na to, że jest potłuczona, że pewne części ledwo się już trzymają a inne całkowicie pogubiły. Udało się jej wmówić sobie, że wcale nie potrzebuje tamtych kawałków i że nie jest wcale Królewną, tylko pasie świnie. W środku tłukły się jej różowe błyszczące marzenia i piękne zasady mieszały z pająkami. Aż pewnego dnia zjawili się czarodzieje. Nie machali różdżkami tylko związali mocno linami i na siłę otworzyli jej oczy. Gdy było już po wszystkim, Królewna otworzyła drzwi i wyszła, by już nigdy nie wrócić do siebie. Niedługo po tym włożyła pióropusz i zaczęła polować na dzikie konie z prawdziwym Indianinem z gór. Lubił palić fajkę pokoju i na początku zdawał się uwielbiać Święty Spokój, czego Królewna zawsze bardzo potrzebowała. Później okazało się to nieprawdą, sznurki się poplątały, Indianin wskoczył na konia i odjechał. Będąc w dalekiej podróży uwierzyła, że świat nie jest zły a ludzie są dobrzy. Tym razem nie myliła się. Królewna chciała znowu przymknąć oczy i prawie jej się udało, lecz żeby znowu nie spaść twarzą na bruk trzymała głowę zbyt wysoko. Za wysoko, by zauważyć, że wokół rozkwitają róże i że miasta są magiczne. Królewna trzymała głowę tak wysoko, że w pewnym momencie oderwała swe nogi od ziemi i pofrunęła. Gdy wzbijała się w powietrze, nagle znikąd zjawił się Niedźwiedź Polarny mieszkający w Wilczej Norze i pomógł jej wzlecieć wyżej. Na początku była oszołomiona i nie wiedziała, dlaczego on, czy to on i skąd on, bo to było zbyt dobre, poza tym nie ufała już swojemu nierozsądnemu sercu. Niespodziewanie okazało się jednak, że świat do którego uciekała jest też światem Niedźwiedzia i już wszystko było wiadome: kawałki puzzli ułożyły się w spójny obrazek, miś odzyskał ucho (czy tam ucho - misia), kakao zostało wypite, kolorowe paciorki nawleczone na sznureczek. Królewna przestała gubić rzeczy. Nagle uświadomiła sobie, że nie chce już nikomu piec ciasta, oddawać ostatniej kanapki, wycierać mokrych włosów ręcznikiem, ani mówić lub słyszeć komplementów, że nie potrzebuje okrywać nikogo kołdrą ani specjalnie starać się czegoś nie mówić, że nie musi siedzieć prosto ani nie rzucać rzeczy na podłogę. Że może zakładać to co chce i mówić to co się jej podoba, i nawet nie odzywać przez kilka dni, że może tańczyć lub cicho śpiewać na ulicy, przewracać, brudzić i trochę za głęboko pogrążać się w myślach, cieszyć się z głupot i śmiać bez sensu. Nagle nie było absolutnie czego się wstydzić ani co ukrywać. Królewna była sobą i była wdzięczna. Chciała tylko jakoś zagospodarować wielką miłość, ale jak Niedźwiedź słusznie zauważył, nie wiedziałaby przecież jak się ją hoduje: jaką glebę jej przygotować? trzymać w doniczce? w klatce? jak często i ile podlewać? w jakiej temperaturze najlepiej się rozwinie? czy przycinać od strony skrzydełek, czy ogonka, czy listków, czy korzonków? nie miała też pojęcia, co zrobić gdy wreszcie zakwitnie: ściąć? czasem wypuszczać na spacery? jak się nią podzielić? jak nazywać? co zrobić, żeby nie uciekła? czy wreszcie, gdy przestanie przypominać wielką miłość, wyrzucić ją do kosza? próbować naprawić? Nie wiedziała. Postawiła więc sadzonkę na parapecie. Niech czeka na swoją wiosnę.
skomentuj (0)
|